- Sebastian Adamczewski
- 7 sty
- 1 minut(y) czytania
Wieczór
Dziś już normalnie zajęcia w Porąbce z Magdą i Jarkiem. Bardzo się cieszę po pierwsze dlatego, że się dawno nie widzieliśmy (właściwie miesiąc), po drugie i Magda i Jarek byli zadowoleni z efektów dzisiejszej pracy. Ja - jak zwykle - też ale dostałem dziś jasną informację, że to co robię sam - robię dobrze. Nie było ze względu na przerwę "trzech kroków wstecz" a raczej te przysłowiowe dwa do przodu. Wszystkie te rzeczy, które ćwiczę są z pewnością ważne ale zdaje się, że to "rodeo" tak "namieszało". Nie jestem ekspertem ale mam wrażenie, że od czasu regularnej walki o życie (bo trochę tak to wygląda) na platformie wibracyjnej, wszystko trochę żwawiej posuwa się do przodu..
Dziś kilka razy udało mi się nawet przełknąć ślinę i to leżąc na brzuchu. Co uważam za sukces. Bez euforii, bo chusteczki są nadal potrzebne i mimo wszystko pod kozetką zostawiłem Magdzie kałużę ale nie jest to już raz czy cztery razy na godzinę..
"Śmieszny pan" - tak - przeszkadzał jak zwykle ale zdecydowanie mniej. Powiedziałbym, że nawet pozwolił mi na kilka trudnych dla mnie rzeczy. Nadal jednak czuję, że "gdyby nie on" mógłbym dużo więcej - mam porównanie z tym, co jestem w stanie zrobić, kiedy jestem sam.
Jutro Bielsko. Z kim? Jeszcze nie wiem. Dziś zdrowo dostałem "popalić" - jeszcze fizycznie tego tak bardzo nie czuję. Zobaczymy, co będzie jutro.. To mogą być ciężkie dwie godziny..


