top of page

Rano 
Kawka z rana to jest to - jak za dawnych czasów.. Tyle, że wszystko w koło mokre, bo albo parskam albo się krztuszę. Jest jednak zdecydowanie lepiej niż było - nie narzekam..
Myślę o ćwiczeniach.. Wkurza mnie to, że “nie mam brzucha”. Tzn. on działa - takiego “kaloryfera” nie jeden zazdrości - tyle, że  moja wola niewielki tu ma wpływ. I to jedeno z  najgorszych zmartwień jakie nie dają mi żyć. Nie mogę przez to od oparcia pleców oderwać. Muszę się podciągać ręką. Wtedy jednak ręka jest zajęta - nic nie zrobię. Jak tylko się puszczę - lecę do tyłu jak kłoda.. Ba! Wystarczy, że  w bok rękę wyciągnę - tułów nie równoważy - lecę na bok! Nie podniosę się z leżenia, więc nie wstaję. Trzeba mi pomóc.. Ciężko dotknąć podłogi, bo się nie zegnę. Liczyć mogę tylko na grawitację - ta mnie powoli, łagodnie “składa”. Ale jak coś spadnie na zimę - co zdarza się dosyć często - “kaplica”. Tekst Rewińskiego wraca do mnie wtedy jak bumerang.. Coś tam się nieśmiało na szczęście rusza ale za wcześnie by mówić, że “ działa”. Mówię Wam  - bez “centralki” kiepsko z jakimkolwiek ruchem. Sam ręki na przykład nad głowę nie uniosę, co dopiero mówić o podniesieniu nogi na wysokość schoda. A jak stoję - chwieję się na kręgosłupie na wszystkie strony. Owszem - równowagę utrzymuję - ale to balans a nie stabilizacja.
 
Jak wspominałem wcześniej - dzień poza ćwiczeniami spędzam przed komputerem. Wolę to niż telewizor. Zawsze się czegoś dowiem, nauczę albo zapewnię sobie rozrywkę wymagającą jakiegoś wysiłku umysłowego. Z dźwiękiem mogę “higienicznie” pracować jakieś 4 - 5 godzin dziennie. Potem już robię głupoty i zwykle na drugi dzień tego czasu żałuję - poprawiam praktycznie wszystko. Nauczyłem się więc odpuszczać. Zwykle - oprócz technicznych prac - komponowałem nie wtedy, kiedy była wena, tylko kiedy czas na to pozwalał. Staram się już tego nie robić.. Czasem więc kilka dni muzyki nie tykam. Nie komponuję też, kiedy mam “ robotę”. Lubię się “wmontować” w klimat i nie lubię jak mnie coś z niego wybija - więc “nie”. Pomijam wykład, że miksowanie też jest sztuką i wymaga odpowiedniego klimatu, nastroju i weny.. Paweł się ze mną pewnie zgodzi, że  w studio rzadko jest czas na takie ceregiele. Kopanie ziemniaków to jednak nie jest.. Nie wspomnę również o tym, że miksowanie w takich warunkach, jakie mam powinno być zabronione pod rygorem kary śmierci albo przynajmniej dożywocia. Do studia! Robię to tylko po znajomości i uprzedzam - więcej robię patrząc na wykresy i kierując się doświadczeniem niż słuchając..
Poza “robieniem” z muzyką - uczę się ostatnio obsługi programu do montażu filmów - DaVinci Resolve. Już całkiem sporo potrafię. Żałuję jednak tego, że nie mam takiego zmysłu plastycznego jak Michalina czy choćby Jarek - ten czego się tknie, to mu z pod palców cuda wychodzą - ot tak. Jarek - poza Małym Kinem - rzeźbi czy robi przepiękne witraże - bo pewno nie wiecie - to szklarz. Do niego należy bodaj największy witraż w Polsce. Jeśli nie to na pewno jeden z największych. Myślę już "do przodu" - czym będę się zajmował jak się z tego wygrzebię (poza samą muzyką). Najwięcej pracy dla freelancerów jest w kategorii audio/video - różnego rodzaju combo. To właśnie "popchnęło" mnie do DaVinci Resolve. Co prawda życie mi już raz pokazało dobitnie gdzie ma moje plany ale ja tak z dnia na dzień nie umiem.. Muszę mieć jakiś cel.. A czy do niego dojdę? Jak to z wielu mądrych analiz wynika - nie ważne, żeby dojść. Ważne żeby iść..

bottom of page