- Sebastian Adamczewski
- 7 dni temu
- 3 minut(y) czytania
Popołudnie
Tak! Udało się! Pokonałem egzoszkielet! Najpierw załatwiłem go swoją spastyką - spiołem nogę tak, że nie dał rady się ruszać a potem dobiłem go swoim słynnym już, niepokonanym, nerwowym śmiechem! Jednym słowem - klapa.. Kompletna klapa - nie ma szans, żeby korzystać z tego urządzenia..
Przypomniałem sobie kawał - gość mówi do kolegi: "pobiłem dzisiaj dwóch gości. Jeden dostał ode mnie podbródkiem w pięść a drugi nosem w kolano..". - mniej więcej tak to wyglądało..
Miły pan, który zajęcia prowadził - widząc moje zacięcie i upór - zaproponował trochę inne urządzenie - lokomat (trochę inne - będąc w podwieszeniu, za pomocą kilku doczepionych do nóg prowadnic które imitują chód, przebiera się nogami po ruchomej bieżni). Urządzenie ruch prowadzi ale pozwala zdecydować ile robi samo a ile procent pracy muszę wykonać ja.. W związku z tym, że tak naprawdę wiszę, to ja mogę zdecydować jak mocno stoję na bieżni ale nie muszę pilnować równowagi. I to urządzenie w moim wypadku sprawdziło się świetnie. Pozwoliło się wreszcie "przejść na spacer". Rozruszać zdrowo (jak na mnie) po zastanych dwóch latach - poczułem to. Niby zrobiłem raptem pół kilometra ale to było pierwsze pół kilometra od dwóch lat.. Poza tym pozwoliło mi "wyczaić" kilka rzeczy, które robię źle a do tej pory na nie nie wpadłem. Żeby było jasne - to do pracy z terapeutą się nie umywa. Nie zastąpi tego, czego się uczę w Bielsku czy w Porąbce i nie nauczy mnie chodzić na nowo.. Wymusza na mnie niejako rozluźnianie tej lewej nogi w jakimś określonym rytmie a przez to, że wiszę mogę się skupić tylko na nogach.. Z początku skupiłem się właśnie na tym, żeby się rozluźnić i pozwolić, żeby to lokomat "mną chodził". Z czasem zacząłem przejmować inicjatywę i poczułem, że już nie wiszę bezwładnie, tylko twardo stąpam po bieżni. I kiedy stopy podczas imitacji kroku wspinały się na palce, unosiłem się lekko do góry. Niesamowite uczucie..
I tu szczery ukłon w stronę tych, którzy mnie wspierają. To nie firmy, biznesmeni (choć takie podmioty też są), tylko zwykli ludzie, którzy w pewnym sensie dzielą się ze mną tym, co mają na obiad.. Nie mają nic ponad to, co uda im się ciężką pracą "uciułać" od pierwszego do pierwszego.. Zamiast iść na lody, czy do kina - przeznaczają te pieniądze na takie rzeczy jak mój lokomat, czy spacer z Magdą i Jarkiem po schodach.. Bez tego stałbym trzymając się zlewu w kuchni, gapił we wciąż ten sam obrazek za oknem i czekał raz w tygodniu na rehabilitację domową.. Także - dzięki wielkie!
Dobra praca dziś z dziewczynami na warsztatach. Marc podzielił się swoimi spostrzeżeniami, co znów przy okazji wzbogaciło jakoś moją wiedzę. Żałuję bardzo, że nie mówię, bo znacznie ułatwiło by to pracę. Moje spostrzeżenia mogły by pomóc. Kilka prostych ale wcale nie oczywistych rzeczy.. Takich na przykład jak przenoszenie ciężaru ciała. Dziewczyny mówią: "przenieś ciężar ciała na prawą nogę". Przy czym jednocześnie trzymają mnie mocno z boku, żebym się nie przewrócił - ściągając mnie nieświadomie lekko w lewo. Za słaby jestem, żeby się temu przeciwstawić.. Jak pokazać średnio sprawną ręką "nie trzymaj mnie tak mocno, bo nie pozwalasz mi na balans"? Macie pomysł? Bo to wykracza poza mój iloraz inteligencji.. Jasne - można napisać po fakcie. Chodzi jednak o to, żeby w trakcie pracy na bieżąco korygować pomysły - taa.. Wiem - za dużo bym chciał..


