- 1 dzień temu
- 1 minut(y) czytania
Do południa
Wczoraj było sporo zajęć. Porąbka, Monika z igiełkami i komputer przyjaciela.. Skończyłem z nim robić. Porąbka? Schody mi się nie podobały - źle było z mojej strony. Albo przesadziłem w niedzielę (raczej nie) albo jest kwestia stresu, bo dawno nie pracowaliśmy.. Dostałem "małpiego rozumu" i zapomniałem o wielu rzeczach, o których na razie muszę myśleć. Po tym, co się dzieje dzieje ze mną po komorze - spodziewałem się czegoś lepszego na tych schodach. Nie jest tak, że wszystko do "kitu" ale bywało lepiej lepiej. Przede wszystkim nie udało mi się aktywować mojej "siły napędowej" - pośladka. Ostatnio - kiedy robię krok w przód, krok w tył - dzięki temu, że go używam, daję radę zaczynać od lewej nogi a nie tylko ją dostawiać. To zmusza mnie do wykroku - przesunięcia lewej nogi do przodu tak, by znalazła się przed prawą.. A wczoraj? Nic.. Chciałem ale "zapomniałem" jak.. Poza tym zajęcia udane. Odkryliśmy z Magdą, że jak na mój stan - jestem dość elastyczny. Fakt - przed udarem dużo ćwiczyłem takich rzeczy, które pozwalały mi być "z gumy". To teraz procentuje.. Mimo siedzenia na wózku - moje ciało dość sporo "pamięta". Trzeba to spróbować wykorzystać..
Dziś Pani Magdalena. Zobaczymy, czy "przypomnę sobie" o pośladku? Jutro luz.. Dopóki nie skończymy komory - będzie trochę "bajzel" w zajęciach.. Myślę jednak, że warto.. Obym się nie mylił.
Kasa mam się kończy.. Na Porąbkę będzie ale z reszty chyba przyjdzie zrezygnować..
