- Sebastian Adamczewski
- 3 sty
- 1 minut(y) czytania
Wieczór
Dziś trochę wolniej, leniwiej, mniej. Jakoś mam wewnętrzne "nie" więc się nie wyrywam.. Swoje oczywiście zrobiłem po prostu nieznacznie zmieniając zestaw ćwiczeń na łatwiejszy. A propos "nie" - malkontenta w sobie poskromiłem. Mimo to, tak marudny nigdy nie byłem.. Marudny i wredny. To wewnętrzne "nie" (nie wiedzieć czemu) jest tak silne, że neguje niemal wszystko. Nielogicznie oczywiście. Mimo mojego pozytywnego nastawienia i humoru buntuję się, kiedy Lena proponuje spacer czy ćwiczenia. "Nie - bo nie". Sam tego nie rozumiem.. Niemniej tych wszystkich mądrali, którzy filozoficznie stwierdzają, że "cierpienia ma sens i uszlachetnia" - zapraszam. Z przyjemnością - ja głupi - oddam swoje i pozwolę im się do woli uszlachetniać. Ja tym czasem zmarnuję sobie życie korzystając z tego, co to życie oferuje - do woli.. Tak mnie to cierpienie uszlachetnia, że żal mi tych wszystkich, którzy mają ze mną bezpośrednio do czynienia.. "Żywcem do Nieba Panie!". Nie ja oczywiście.. Nie ja.. Ja - stateczny zawsze i niezwykle opanowany - nie mogę wytrzymać sam ze sobą. Z tym właśnie wewnętrznym, nielogicznym "nie".
Już nie marudzę - jadę poćwiczyć..
P.S. Byłbym zapomniał - w "przepisach Leny" pojawił się przepyszny (moim zdaniem) makowiec.


