- Sebastian Adamczewski
- 20 gru 2025
- 1 minut(y) czytania
Wieczór
Robiłem trochę z kolędą - "sprzątam" sobie już powoli, bo mam czas - mogę się bawić. Jak znam życie - ostatnie ślady będą w ostatniej chwili i potem z wielkimi, proszącymi oczami jak u kota ze "Shrecka" pytanie - czy zdążę?! Zawsze zdążałem - teraz trochę więcej czasu - co bym miał nie zdążyć?! Tyle, że zwykle to była "zadyszka" i lekki "wku*w"... Teraz wręcz się cieszę, że mam co robić.. Zdałem sobie dzisiaj sprawę z tego, jak dużo miałem szczęścia.. Fakt - nie mówię, jeżdżę na wózku, ślinię się, zachowuję jak "idiota".. Mogę jednak komponować, miksować, "rozkminiać" bardzo trudne zagadki - w ogóle nie zauważyłem, żeby mi "głowy ubyło". Poza "śmiesznym panem" jest OK. A mogłem być przecież roślinką... Siedzieć całymi dniami przed balkonowym oknem z głową przypiętą pasem do wpół leżącego wózka, wpatrując się w "nic"...
Myślę o tym, czego nam trzeba, żeby przestać marudzić, narzekać na to, co nas spotyka.. Wiele razy podkreślałem, że to że inni mają gorzej, nie jest żadnym argumentem.. Bo to, że ktoś nie ma nogi, nie sprawi nagle, że mniej mnie będzie bolał ząb.. Tak jak teraz świadomość tego, że ktoś jest przykuty do łóżka, nie sprawia, że cieszę się z tego, że mogę zapalić sobie światło - wkurzam się, że trwa to dwadzieścia sekund..
Ciągle jesteśmy "przed" szczęściem.. Jeszcze tylko "coś" musimy i już za chwilę... i tak wiecznie.. "Jak tylko..". Mrzonki.. Albo jest "teraz" albo będzie - jutro! A jak wiecie - "jutro" nie nadchodzi nigdy..
Ostro dziś ćwiczę. Jest moc, jest chęć - trzeba to wykorzystać.


