- Sebastian Adamczewski
- 12 sty
- 2 minut(y) czytania
Do południa
Zajęcia dziś w Bielsku jak zwykle koło trzynastej więc jest czas żeby coś napisać. W sobotę miałem słaby psychicznie dzień. Na platformie nie byłem ani razu, nie chciałem pisać, bo nie napisałbym z pewnością nic dobrego.. Chociaż może i szkoda, bo wiedzielibyście, co się dzieje kiedy przychodzą "czarne chmury". A niestety przychodzą - wbrew pozorom dość często. Tyle, że na chwilę i zaraz je przeganiam. Ale szlag mnie trafia i przychodzi bezsilność.. Kiedy mam pełną gębę i nie mogę tego przełknąć przez kilkanaście sekund - wygląda to, jakbym szykował się do skoku na bungee.. Kiedy próbuję otworzyć drzwi - wymaga to takiego napięcia, że prostuje mi się lewa noga uniemożliwiając ich otwarcie.. Kiedy próbuję przez dziesięć sekund dosięgnąć światła, żeby je zgasić lub zapalić... Kiedy czuję jak nieprzełknięta ślina wylewa mi się z "gęby" i ścieka po brodzie - ja nie mogę jej wytrzeć, bo się akurat trzymam albo mam w ręku coś czego nie mogę odłożyć.. Płakać mi się chce, jak na zajęciach robię cuda, żeby nad sobą panować a "śmieszny pan" usiłuje mnie złożyć wpół.. Ale staram się.. Takich momentów jest w ciągu dnia mnóstwo. W zasadzie głównie takie są.. Nie ma się co jednak na nich skupiać, bo do nikąd mnie to nie zaprowadzi.. A tu - moim zdaniem - kierunek jest jeden. Pozytywów tej całej historii też jest kilka. Mam sporo doświadczeń, o których tu nie piszę.. Różnych doświadczeń - dobrych i złych, na jawie i sennych, zwykłych - dotyczących stosunków międzyludzkich i tych duchowych - powiedziałbym nawet - transcendentnych.. Przebywanie poza ciałem, niemówiące "głosy" - myśli, które zdecydowanie nie były moje.. No właśnie - nie piszę o nich, bo albo są to przeżycia, których językiem nie umiem opisać (moim zdaniem nie ma takich słów) albo są to przeżycia zbyt osobiste.. Często nie piszę, bo wolę przemilczeć niż być źle zrozumianym. W każdym razie fakt, że "trzymałem Pana Boga za nogi" zostawił głęboki ślad. Czy jestem wierzący? Tak. Powiedziałbym nawet - wiedzący i pełen szacunku dla Boga.. Dlatego moja noga w kościele już "nie postanie"..
Ale zostawmy to już, bo nie o tym ten blog. Niech każdy wierzy w to, co chce i tak jak chce. Ja wierzę w to, że wiosną stanę na nogi i zacznę wreszcie odbierać telefon mówiąc "tak, słucham?". I tego się trzymajmy...
Niedzielę praktycznie od rana spędziliśmy poza domem. Po spotkaniu byliśmy w domu koło dziewiętnastej trzydzieści. Wróciłem do technik odpowiedniego "zarządzania umysłem". Generalnie programów podświadomości i neuroplastyczności mózgu. Nie jest to żadne "czary - mary" i nie jest tajemnicą (nauka opisuje to badaniami jak umie), że to podświadomość nami rządzi. Dobrze jest zapanować nad tym "jak". Czy to coś zmienia? Czy i jakie daje rezultaty? Napiszę za jakiś czas.
Jadę na platformę..


