- Sebastian Adamczewski
- 5 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Wieczór
Piątek uznaję za udany - chyba się zmęczyłem.. Trochę - żebyście sobie nie myśleli. I właściwie nie specjalnie to odczuwam, tylko widzę jak na wysiłek reaguje moje ciało..
Dziś ostatni dzień zajęć, które prowadzili Ola i Marc. Dziewczyny wiedząc, że prędzej padnę niż "powiem", że mam dość - postanowiły ze mną przede wszystkim pochodzić.. Super to było. Nie mają takich sposobów na mnie jak Magda z Jarkiem ale "były momenty". Podejrzewam, że gdyby zajęcia trwały jeszcze tydzień - ładnie byśmy się dograli. Szczególnie kiedy "brała mnie w obroty" Ola, było dobrze. Coraz śmielej sobie ze mną poczynała, bo w trakcie tych kilku dni zauważyła chyba, że całkiem dobrze "kumam" swoje ciało. To jakie mam publicznie możliwości - też. Dość znośnie było - udało się utemperować trochę "śmiesznego pana". Żebyście sobie nie myśleli - nie całkiem. Na dużo sobie jednak było można pozwolić. Powoli - pracując oczywiście nad tym - zaczynam nad tym śmiechem panować..
Po południu przyszła pani od rehabilitacji domowej na NFZ. Wiadomo - poznajemy się dopiero. Niemniej - "szacun". Zadowolony jestem bardzo. Trochę mi jej szkoda, bo jak zwykle przy pierwszym spotkaniu spinałem się bardzo. Pani Magdalena (mam nadzieję, że nie przekręcam) jednak dała radę, tylko że zafundowałem jej w ten sposób niepotrzebną siłownię.. Mam nadzieję, że z czasem będę łatwiejszym pacjentem..


