- Sebastian Adamczewski
- 19 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Wieczór
Dzień "wewnętrzny" - zajęć nie ma. Co nie znaczy, że się obijam. Ćwiczę dużo, bo wiem że jeśli czegoś tu nie wypracuję - to nie będzie działać. Wiem.. Może kiedyś "się obudzi", może nie - czekać.. O nie nie.. Nie ze mną te numery.. Lubię mieć poczucie kontroli nad swoim życiem (na tyle, na ile to możliwe). Siedzieć i czekać? To nie ja.. Ja wiem, że tu rehabilitacja polega na czymś innym, niż bym połamał nogi. Że tu "połamał" się system nerwowy. Ale żeby mózg miał co układać, to trzeba mu dać "klocki". Więc utrudniam sobie życie, jak mogę.. Za jakiś czas napiszę czy bardziej się opłaca "pot na czole", czy lepiej jak w znanej reklamie - "to szybciutko po malutku".
Elektrostymulacja na brzuchu "robi robotę". Jest trudno, tym bardziej że pracuję z programem - co pięć sekund pięciosekundowy impuls, przy którym powoli robię skłon. I tak przez pół godziny.. "Normalnie" bym chyba zasnął. Teraz jednak brakuje nie tyle siły, co mocy. Elektrostymulacja pozwala mi to robić w pozycji leżącej na wózku. Wysuwam się na nim na tyle, żeby nie spaść. Sprawdzałem - bez na razie się nie da. Będę stopniowo zmniejszać siłę impulsu, jeśli będę czuł, że brzuch mi "wraca".
Zauważyłem, że większość rzeczy wymaga ode mnie czegoś w rodzaju rozruchu. Jakby potężna maszyna się najpierw musiała rozpędzić. Zupełnie inaczej, niż przy ćwiczeniach siłowych, gdzie z każdym ruchem trudniej. Tu na odwrót - jakbym się najpierw musiał "naoliwić" i "rozsmarować". Kiedy wstaję pierwszy raz w serii, to mam wrażenie, że tego nie zrobię. Trzeci, piąty, dziesiąty - są już powiedział bym - łatwe..
Obiad, to prawie godzina.. Nie to, że był jakiś wymagający - Lena dalej miksuje mi papki, żeby przypadkiem nie powtórzyła się historia z "reptowską żymłą". Postanowiłem jednak spróbować poprzerzucać nieco w "gębie" pokarm na boki. Na razie udaje się trochę na lewą stronę (nie będę ukrywał, że grawitacja mi nieco pomaga). Komicznie to musi wyglądać - przechylam nieco głowę i przeżuwam, kręcąc "mordą" niczym krowa..
W "przydasiach" w "przepisach Leny" pojawiły się nowe pozycje a w starych zrobiłem porządek.. Bo ja - jak to przeciętny facet - niewiele z kuchnią mam wspólnego i namieszałem tam, łącząc bezmyślnie dwie pozycje w jedno danie.. I tu znów przypomniał mi się Pan Rewiński z jednym ze swoich słynnych tekstów z "Kiler - ów Dwóch - 2" - "no i w pi*du wylądował.. I cały misterny plan też w pi*du"..


