- Sebastian Adamczewski
- 16 sty
- 2 minut(y) czytania
Rano
Wczoraj Grzegorz miał "pod górkę". Ja niby nie czułem zmęczenia po środowym spacerze po schodach ale byłem sztywny i raczej chodzenie ze mną nie należało do przyjemnych. Czułem ciało tak, jak zwykle się to odczuwa na drugi dzień po wysiłku. Ale takim dobrze znanym - jak na drugi dzień u sportowca po zawodach. Jakieś tam "dolegliwości" są ale nic nadzwyczajnego.. Lekkie zakwasy, które da się "rozchodzić". Ja (niestety) jestem "z tych", którzy dopiero zaczynają tam, gdzie inni mówią pass. Czego do zalet raczej nie zaliczam. Pamiętam - stosunkowo niedawno, jakieś trzy, cztery lata temu - na rolkach złamałem żebro.. W wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności na deptaku zatrzymała mnie dopiero barierka.. Z impetem uderzyłem w nią plecami. Nie dość, że trzy dni później pojechałem kilkaset kilometrów żeby zagrać koncert, to jeszcze wracając prowadziłem samochód.. Nocą. Jadąc na koncert jeszcze zemdlałem gdzieś po drodze. Żebyście mnie źle nie zrozumieli - to była raczej skrajna głupota niż wyczyn twardziela. Piszę o tym tylko dlatego, żebyście wiedzieli do czego jestem zdolny. Bo chwalić się zdecydowanie nie ma czym. Dlatego kiedy terapeuci pytając, czy chcę odpocząć ciągle widzą gest ręki na "nie". Moje ciało jest przyzwyczajone do pracy w bólu i pocie. To co robię teraz może jest obciążeniem dla mojego ciała ale mózg to postrzega jak spacer nad rzeką.
Wczoraj na zajęciach u Grzesia w pewnym momencie zatrzymał mnie ból pleców. Stara, wracająca kontuzja prostownika grzbietu. Boli dopiero przy obciążeniu - kiedy próbuję się wyprostować. Wyobraźcie sobie jaki to musi być ból, żeby mnie zastopować..
Grześ tak w ogóle - poza tym, że jest świetnym fizjoterapeutą - jest niezłym klawiszowcem. Słuchałem nagrań zespołu, w którym gra - podoba mi się. Słychać, że ma umiejętności z których nie korzysta. Gra dokładnie tyle ile moim zdaniem trzeba - żeby utwór brzmiał dobrze, bez zbędnej potrzeby popisywania się samym sobą. Sam fakt, że dobrze gra na Hammondzie świadczy o zdolnościach. Bo to nie łatwy instrument.
Ja ostatnią "produkcją" zrobiłem sobie pod górkę. Podkusiło mnie do eksperymentowania.. Postanowiłem, że skoro wokal mam sztuczny - z "wtyczki programowej" - to tekst też niech będzie dziełem sztucznej inteligencji.. I efekt jest taki, że od przynajmniej miesiąca nie mogę skończyć. Co się za to zabieram, to wyłączam ze złością.. Pomysł na tyle moim zdaniem nie udany, że zastanawiam się, czy w ogóle zaśmiecać sobie tym kanał na YouTube czy wrzucić to tylko na"fejsa" jako zwykłą rolkę..
Piąteczek - ja mam już fajrant - przynajmniej z zajęciami w terenie. Wam życzę dobrego weekendu.


