- Sebastian Adamczewski
- 12 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Popołudnie
Trochę za dużo czekolady od Leny i mi póki co ciężko.. Plan jednak realizuję.. Przy okazji - przetestowałem jedno ćwiczenie "od Tary". Zmodyfikowałem nieco - o czym oczywiście napiszę w "przydasiach", bo wydaje mi się że warto.. Poza tym gumy na ręce, nogi i brzuch.. Zobaczymy.. Oczywiście obciążenie raczej na wytrzymałość - ilość powtórzeń - a nie na siłę.. Chodzi o to, żeby było trochę trudniej niż zazwyczaj..
Guma na lewą rękę się sprawdza. Ruch jest jeszcze niewielki, mało ręki - dużo ciała - ale od czegoś trzeba zacząć. Czasem pomagam sobie prawą, żeby zwiększyć wyprost lewej ręki i zwiększyć zakres ruchu. Wiadomo - ciągnięcie gumy idzie mi łatwiej niż jej zwalnianie. Jednak to, że guma ciągnie - pomaga rozluźnić..
Na brzuch - skłony. Wysuwam się na skraj wózka, kładę się do tyłu i podciągając się na gumie podnoszę się, wychylając nieco do przodu.. Staram się przy tym nie "kulić" tylko zachować proste plecy. Wiem, że dużo "robi" ręka trzymająca gumę ale przy okazji pracuje brzuch a na tym mi zależy. Z resztą póki co prawa ręka też pozostawia wiele do życzenia..
Wkurza mnie to, że się ślinię jak buldog - nie mogę przez to ćwiczyć mowy.. Co otworzę gębę, to mi się wylewa. Spróbujcie nabrać wody w usta i pogadać - będziecie wiedzieć o czym mówię..
Na jednym z forów odezwała się dziewczyna - dwadzieścia jeden lat i drugi udar - zatkało mnie..
Wieczór
Słabo.. "Niemoc" dzisiaj nieprzeciętna ale ćwiczę - robię swoje, bo wiem że może być tylko lepiej..
Jestem “słodki” chłopak.. Nie żyję po to żeby jeść ale słodyczy sobie nie odmówię. Lena jest dietetykiem, który ma rozległą wiedzę co mnie, po udarze pozwala żyć bez chemii, “leków” wszelakiej maści - do czego absolutnie nie namawiam. Nie biorę jednak nic - taki mój wybór. Czasem aspirynę na rozrzedzenie krwi (kiedy czuję się niewyraźnie) albo "w razie czego" coprestarium - gdzie (jeśli się zdarzy) częściej Leny “suple” wystarczają. Prewencyjnie biorę przy wartościach 160/100. Szczególnie chodzi o “to dolne”. Sytuacja taka jednak zdarza się coraz rzadziej - może raz w miesiącu, może nawet nie. W każdym razie można (wyobraźcie sobie) ”opychać” się słodyczami, nie ponosząc przy tym prawie zdrowotnych konsekwencji. Jeśli się to robi mimo wszystko z jakimś umiarem. Wiadomo, że przesada nigdy nie służy.. W każdym razie jestem z tych, co to tabliczkę czekolady “wciągają” w dwie minuty i rozglądają się za następną.. A teraz jem codziennie placki, chałwę czy czekoladę - robione przez Lenę. Czasem miewam już dość - tyle zjem - jak dziś. Postanowiłem więc Lenę poprosić o przepisy, co łatwym nie jest, bo ona zwykle robi “na oko” i za każdym razem wprowadza jakieś modyfikacje.. Pojawiła się w "przydasiach" zakładka - "Przepisy Leny" i co jakiś czas od niej będę coś wyciągał..


