- Sebastian Adamczewski
- 25 sty
- 2 minut(y) czytania
Rano
Wczoraj zdrowo docisnąłem.. Po ostatniej - wydawało się - mocnej sobocie jak pamiętacie nie było mi nic. W związku z tym wczoraj się nie oszczędzałem. I dzisiaj nic wielkiego się nie dzieje. W zasadzie mógłbym powtórzyć.. Dzisiaj jednak muszę sobie dać na wstrzymanie - choć jeden dzień w tygodniu - chill. Odpoczynek dla zmasakrowanego tygodniem ciała. To prawda - nie oszczędzam go. Dziś jednak dam mu luz. Żadnej platformy, klinów pod stopy (żeby łydkę rozciągać), kostek itp.. Pewno wstanę kilka razy, żeby się na chwilę rozprostować ale nic ponad to. "Przysiądę" trochę nad nową kompozycją (gra mi cały czas w głowie, jak to kiedyś bywało). W "czołgi" trochę pogram - Niedziela zleci..
W ogóle myślę żeby wrócić do tej praktyki, której dawniej przestrzegałem. Niedziela żeby była dniem "nie medialnym". Bez komputera, bez telefonu, bez zegarka.. Cisza. Tyle, że kiedyś miałem co robić. Dużo przebywałem na zewnątrz - spacer, rolki. Oczywiście pomijając te Niedziele kiedy grałem albo byłem w trasie. Książka, gitara, czasem coś narysowałem.. Znajomych czasem odwiedziłem.. Jak teraz tą dziurę wypełnić?!
Wczoraj - zaryzykowałem - stanąłem w łazience przed lustrem. Nie stabilnie tam jest. Nie bardzo jest się czego trzymać, duża szyba prysznicowa z prawej - gdybym tak stracił równowagę.. Nie myślę o tym. Staram się raczej skupić na tym, jak wykorzystać tę sytuację, że mogę to zrobić. Zębów nie umyję, bo musiałbym się nachylić nad umywalką - na razie odpada. Myślę o tym, żeby spróbować się ogolić. Szaleństwo trochę.. Trochę "syfu" narobię, bo nie jestem w stanie na razie kontrolować tego, czy robię to nad zlewem. Poza tym niestabilnie, bo albo się trzymam albo golę. Oczywiście myślę o "żyletce" elektrycznej..
Na razie przyglądam się postaci w lustrze.. To naprawdę ja?! Wychudzony, koślawy, zgarbiony.. Pociągła twarz bez wyrazu, z wielkimi oczami, zapadnięte policzki, cofnięta żuchwa, głową lekko przekrzywiona w prawo.. Próbuję się uśmiechnąć ale jeszcze świadomie nie umiem.. Myślę, że słowo - klucz - to właśnie "jeszcze". Choć to zdecydowanie za długo trwa i brakuje cierpliwości. Ja naprawdę chcę wrócić na rolki i na trampolinę. Czy się kiedyś uda? Czy zdążę, zanim życie mi baterie wyciągnie? A może się zbytnio zestarzeję i będzie już za późno? W miejscu, w którym jestem - bardzo prawdopodobne.. Mam jednak cel i do niego dążę, "w nosie" mam to, co kto myśli na ten temat. Zbyt wiele razy słyszałem już "niemożliwe" żeby sobie cokolwiek z tego robić. .


