- 6 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Po południu
Jadę z Terezą do komory. Piszę w aucie - to nie lada wyzwanie.. Czuję się jak worek ziemniaków. Nie to, że Lena nie może ale Teresa się dopomina - lubi ze mną jeździć.
"Czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę.." - myślę o tym jak spożywam, bo trochę tak to wygląda. Powoli zaczynam przerzucać pokarm na prawą stronę ale są to na do razie nieudolne próby.. Niestety nie czytam przy jedzeniu, ewentualnie jakiś lekki film. Muszę się skupić. Chwila skupienia na czymś innym kończy się zatrzymaniem akcji - bezruchem. Powoli więc przepycham jedzenie, skupiając się i pilnując, żeby mi zwyczajnie z gęby nie wpadło.. Czasem spożywania się już nie chwalę..
Postanowiłem świadomie przyspieszyć ruchy. Zwalczać "koalę". Jako gitarzysta wiem, że anatomia szybkiego ruchu to nie jest zwolnione tempo przyspieszone ileś razy.. Nie da się biegać w zwolnionym tempie.. Można albo bardzo szybko iść albo truchtać ale ani jedno ani drugie biegiem nie jest. Do tej pory analizowałem każdy ruch i wykonywałem go powoli, żeby wiedzieć "jak". I to jest potrzebne.. Ale w normalnym tempie mózg nie ma czasu na analizę każdej fazy.. Sekwencja kilku ruchów - blok - to jest dla niego jednostka. Szczególnie w chodzie. Dlatego kiedy sekwencja zostaje zakłócona - na przykład przez potknięcie - tracimy równowagę.. Część ruchu wykonujemy dzięki wprawionemu w ruch środkowi ciężkości. W wolnym tempie tego efektu nie uzyskam..
Chcę normalnie w każdym razie..
Już się nie mądruję..
