- 21 maj
- 1 minut(y) czytania
Popołudnie
Jedziemy do komory. Zaczyna się seria.. Dziś też dzień "siłowni". W związku z tym, że jak nigdy wstałem późno to zaczął się koło południa. Swojej jednak zdążyłem zrobić.. Codziennie ćwiczę kroczek w przód kroczek w tył.. Ryzykowne to trochę bo - jak to Lena mawia - "trzepię się przy tym jak dziadek na czereśni". Co chwila wpadam w klonusy a jak nie to i tak ciągle szukam równowagi. Dobrze, że nie mam z tym kłopotu nawet kiedy zamknę oczy. Bo po udarach różnie z tym bywa.. Nie robię na serię jednak więcej niż cztery, pięć razy. Potem zaczynam robić dziwne rzeczy - wychylam się w prawo, krzywię, wyginam - stwierdziłem, że nie ma sensu. Dobrze albo wcale. Wchodzę na kostkę markując schody. Powoli. Chwieję się.. Rejestruję każdy ruch. Poprawiam.. Robię to jeszcze wolniej, niż robimy to w środę. Powoli, pewnie staram się postawić nogę na kostce, potem wolno cofnąć. Cały czas panując nad równowagą i przeprostem lewej nogi.. Rozciągam się, kładę na kolana - jak kazał Jarek. Rozluźniam wszystko aż dotknę swobodnie rękoma podłogi.. Szczególnie pośladki i trochę uda trzeszczą. O to chodzi..
Zobaczymy jak dziś komora..
