- 18 godzin temu
- 1 minut(y) czytania
Wieczór
Dobry dzień. Do południa dobre półtora godziny z Bartkiem w Bielsku. Prawą stroną wreszcie trochę popracowałem.. A po południu, rozłożona w czasie "siłownia". Dziś już konkretnie, bez "miękkiej gry", tak jak założyłem. Czuję brzuch (co mnie cieszy) i trochę nogi. Jutro tragedii się nie spodziewam ale w razie czego, to nie będą pierwsze zakwasy w moim życiu - poradzę sobie.. Z resztą jutro chyba "tylko" Pani Magdalena, więc poradzę sobie. Plan jest taki, żeby to powtórzyć w czwartek i w sobotę (jako że innych zajęć nie ma) docisnąć. Ćwiczenia raczej proste - jakieś przysiady, "krzesełko", kilka ćwiczeń z gumami oporowymi, w tym ćwiczenia na lewą rękę i tułów. Czyli takie z wykorzystaniem masy własnej. Krzywdy sobie nie zrobię. Tak jak pisałem wcześniej - zależy mi na "gorsecie" wewnętrznym, więc raczej powolne ruchy, duże obciążenia i długa seria (jak na wytrzymałość). Normalnie tak właśnie bym ćwiczył i wcale nie byłyby, to skrajnie inne ćwiczenia.. Tyle, że zamiast stosować gumy oporowe pewno robiłbym na drążku wymyki.. Zobaczymy jaki będzie efekt..
Zastanawia mnie jeden fenomen.. Kiedy mam zajęcia, to potrafię stać godzinę z przeprostowaną lewą nogą, zablokowaną jak u konia i "biedę mam", żeby ją zgiąć.. Czasami cuda wyczyniam. Wyginam się, odciążając nogę maksymalnie a i czasem to nie pomaga. A kiedy ćwiczę sam, to mam wręcz odwrotnie. Noga zawsze trochę ugięta (i dobrze, bo wtedy mam nad nią kontrolę), wcale nie łatwo jest ją wyprostować i w takiej pozycji utrzymać. Dzięki temu mogę stać co prawda "bez trzymanki" (mogę balansować) ale nogi się pode mną uginają. Bo ileż można wytrzymać w lekkim przysiadzie..
Zobaczymy, co jutro... Zdam relację..
