- 3 kwi
- 2 minut(y) czytania
Do południa
Sytuacja opanowana.. Nie jest jeszcze całkiem dobrze ale na tyle, że dziś postanowiłem z zajęć nie rezygnować. Niby nic wielkiego - katar zaledwie i trochę gorączki - ot - przeziębienie. Czułem się jednak cały czas jakbym przy zatkanym klamerką nosie oddychał przez słomkę.. Jasne - nic wielkiego ale spróbujcie tak dobę..
Wczoraj już ruszałem się jak zwykle. Zajęcia odpuściłem ale co godzinę w pionie.. Dziś Pani Magdalena i Mysłowice. Zobaczymy..
Wieczór
Taka sytuacja.. Jedziemy do Mysłowic.. Lenę mocno zbiera choroba więc jest nerwowa. Mówi, że za nią się "kula" jakiś bus tak blisko, że nie widzi w lusterku wstecznym jego świateł - wkurzające. Uwielbiam kierowców, którzy mają refleks Spidermana czy Flash'a (a przynajmniej tak im się zdaje). Gorzej jednak, że przed nami jedzie jakiś "Żuk", co chwila odbijając się lekko kołami od krawężnika wyznaczającego chodnik - wiem co się stanie, jeśli przy tej prędkości wjedzie przednimi kołami na ten krawężnik.. Biorę więc telefon - piszę. Telefon podczas jazdy muszę trzymać tą samą ręką, którą piszę. Nie mogę go swobodnie położyć na kolanie, bo się zsuwa - wiele razy próbowałem.. "Tym z tyłu się nie przejmuj. uważaj na tego z przodu". Zanim napisałem - poprawiłem kilka razy telefon, który zjeżdża, chowając się pod bezwładną lewą ręką. Pisząc ostatnie słowo - zsunął mi się właśnie - poprawiając go skasowałem wszystko.. Jeszcze raz, tym razem krótko "tył nieważne. patrz przód". Jeszcze poprawiam to, co poprawił mi słownik, bo wyszło "typ nieważne. Paryż przygód".. Gotowe. Podnoszę głowę zanim odtworzę na głos - busów już nie ma.. Ani tego z przodu ani tego z tyłu.. Chyba się ograniczę do pokazywania głową "tak, nie, nie wiem"..
Na terapii z Panią Magdaleną chciałem zrezygnować z pionizacji i dreptania - zdrowy jeszcze nie jestem. W końcu stwierdziłem, że spróbujemy - i poszło. W Mysłowicach też było dobrze - zadowolony jestem. Tak szybko na lokomacie jeszcze nie chodziłem. I to z dość dużym obciążeniem..
