- Sebastian Adamczewski
- 9 sty
- 2 minut(y) czytania
Rano
Gonię się z talerzem czekolady - ta bezczelnie się przykleiła do talerza i co próbuję jej trochę nabrać na łyżkę, to mi "ucieka". Wkurza mnie.. Wkurza mnie też to, że kiedy próbuję mówić, wiecznie łapię ślinę uciekająca z "gęby". Irytujące rzeczy.. Obie. I nie wiem jak długo jeszcze będę musiał je znosić.. Ciężka noc - dlatego marudny jestem. Obudziłem się po drugiej, teraz nos zapchany - trudno mówić i połykać..
Wczoraj było ciężko - dwie godziny z Grzesiem. Nie to, że po środzie (ostro było u Magdy i Jara), tylko u Grzesia nie ma "przebacz". Nie to, żeby był za ostry - pyta co chwila czy nie za dużo, za ciężko ale gdzież ja bym powiedział, że dość.. Dostałem więc - wedle życzenia - wycisk.. Po czym w domu oczywiście wlazłem na "podwójną platformę".. Mimo to dziś mam się dobrze.
W niedzielę jadę na konsultacje z autohipnozy - idziemy w tym kierunku.. Nie tylko auto ale też sama hipnoza. Tak jak wspominałem - chcę trochę poeksperymentować.. Oczywiście nie omieszkam opisać doznań i efektów. W niedzielę konsultacja i szkolenie - długie.. Zobaczymy ile wytrzymam.. Teraz - jak się Lena z wszystkim "ogarnie", zaczynam ćwiczenia. Od platformy oczywiście.. Odezwę się pewno wieczorem..
Wieczór
Ze względu na to, że kiepsko spałem - dzisiejszy dzień, to nie był "ten" dzień.. Raczej wszystko robiłem na pół gwizdka - od niechcenia.. Podwójną platformę zaliczyłem tylko raz. Trochę poćwiczyłem dla spokoju sumienia ale już wiem - jeden dzień wiosny nie czyni. Więc odpuściłem.. Później była Monika z akupunktórą, przy okazji "zrobiła" mi rodzinę - zeszło.. "Rozmowy" z Moniką uzmysłowiły mi kilka rzeczy - ta "lekcja" (jeśli można to tak nazwać) otworzyła mi oczy na wiele aspektów życia i stosunków międzyludzkich.. Pozwala się w milczeniu, bez możliwości wypaczania swoim ego przyglądać światu. Bez możliwości dyskusji czy ingerencji przyjmować wszystko takim, jakie zdaje się innym. Tak - zdaje się. Bo niemal każdy postrzega tą samą rzecz trochę inaczej. Kto ma więc rację? Obraz świata nie mój, tylko innych ludzi, którzy sądzą "po swojemu". I nagle okazuje się, że każdy z nas żyje w swoim, nierozumianym przez innych świecie. Ten świat nie tyle jest niezrozumiały, co mało kogo tak naprawdę obchodzi, bo ma swój - swoje "mądrości", poglądy, uczucia, odczucia, doświadczenia. Cały zestaw, który czyni "gotowym do życia". Tak naprawdę słyszymy to, co się do nas mówi ale rzadko kiedy słuchamy..
Kolejna rzecz, to doświadczanie samego siebie w formie, której nie lubię, nie akceptuję, nie szanuję i nie chcę w niej być. A wyjścia nie mam. Zacząłem tę formę akceptować, żeby nie zwariować z sobą samym.. Czy to ma wpływ na powrót do normalności? Raczej nie. W każdym razie go raczej nie opóźnia...


